Polski

SPOSTRZEŻENIA DOTYCZĄCE SAKR

W zeszłym tygodniu na łamach niniejszych Komentarzy wyrażono pobożne życzenie, aby Bractwo Kapłańskie św. Piusa X ponownie zajęło heroiczną postawę swojego Założyciela z 1988 roku, kiedy to dla ocalenia Wiary konsekrował on, wbrew wyraźnemu zakazowi Rzymu, czterech swoich kapłanów na biskupów, aby bronili i chronili Wiarę. Jednak lepiej trzymać się rzeczywistości niż płonnych złudzeń. Rzeczywistość jest zaś taka, że w Wielki Czwartek ostatniego Wielkiego Tygodnia, w seminarium kapłańskim FSSPX w Zaitzkofen, w południowych Niemczech, zastrzeżona dla biskupa ceremonia konsekracji Olejów Świętych została odprawiona przez duchownego, który został wyświęcony zgodnie z wątpliwym rytem Neo-Kościoła, a nie z niewątpliwie ważnym tradycyjnym rytem katolickim.

Twierdzenie, że ten nowy ryt jest automatycznie nieważny, innymi słowy, we wszystkich przypadkach nieważny, jest przesadą. Jak wszystkie nowe obrzędy sakramentalne narzucone Kościołowi w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, w następstwie i w imię Vaticanum II (1962-1965), jest on dwuznaczny co do swego ducha i natury. To znaczy, że jest otwarty jednocześnie na Bożą Tradycję i na nowoczesność człowieka. Na przykład Kościół Naszego Pana jest monarchią, natomiast biskup przedstawiony w nowym rycie jest z ducha demokratyczny. Nowy obrządek został zaprojektowany tak, aby zawierał zarówno elementy nowe, jak i stare, nie wykluczając żadnego z nich, i tak właśnie musiało być, jeśli rewolucja soborowa mogła się powieść . Gdyby bowiem stara i prawdziwa religia została zbyt wyraźnie wykluczona, katolicy dostrzegliby, co się dzieje i nigdy nie zaakceptowaliby rewolucji, natomiast gdyby modernistyczna religia koncyliaryzmu nie została w wystarczającym stopniu uwzględniona, rewolucja nie mogłaby się dokonać.

Dlatego dwuznaczność była i ciągle jest na porządku dziennym, aby zdeprawować wierzących katolików i wprowadzić ich na drogę do utraty wiary. Ponieważ, jeśli jakikolwiek tradycyjny katolik powie teraz, przecież biskup Huonder nigdy nie został prawidłowo konsekrowany, usłyszy odpowiedź: „O nie, nowy ryt jest całkowicie ważny”, a jeśli jakiś współczesny katolik będzie się skarżył, że biskup Huonder zdradza Sobór postępując jak tradycyjny biskup, to odpowiedź będzie brzmiała: „O nie, on wcześniej uzgodnił z papieżem, że będzie robił to, co robi”. A sam „dobry” biskup bez wątpienia nie widzi sprzeczności w służeniu w jednym i tym samym czasie zarówno papieżowi w Rzymie, jak i biskupiej Tradycji w Szwajcarii.

Oto sedno problemu milionów katolików po dzień dzisiejszy: wieki nowoczesnej filozofii, liberalizmu i wolności religijnej stopniowo wypłukały z ich umysłów, przynajmniej w kwestiach religijnych, wszelkie poczucie jakiejkolwiek obiektywnej Prawdy odpowiadającej rzeczywistości, narzucającej jedność i wykluczającej sprzeczności. Dla współczesnego umysłu każda taka „prawda” nie jest wyzwoleniem od błędu, ale umysłową tyranią, pozbawieniem wolności, odebraniem ludzkiej godności i tak dalej. Tomasz Jefferson, bohater słynnej rewolucji, pisze do przyjaciela w 1800 roku: „Przysiągłem na ołtarzu Boga wieczną wrogość wobec każdej formy tyranii nad umysłem człowieka”. Cytat ten jest wyryty wewnątrz pomnika Jeffersona w stolicy kraju.

Oczywiście problem Prawdy, która ma służyć wolności, zamiast wolności służącej Prawdzie, nie pojawił się dopiero wczoraj. Sięga on co najmniej tak daleko, jak Marcin Luter (1483-1546), „pierwszy nowoczesny człowiek” (Fichte), który tak bardzo przeciwstawił katolickiej Prawdzie swoje wulkaniczne „Ja – Człowiek!”, że Kościół katolicki potrzebował całego Soboru, aby zdefiniować swoje dogmatyczne prawdy pochodzące od Boga, które po raz pierwszy musiały zostać zdefiniowane, ponieważ były tak bardzo wstrząśnięte przez pojawienie się subiektywizmu służącego „prawom człowieka”.

Właśnie od tego momentu rozpoczął się nasz współczesny świat, który jest aż do głębi przesiąknięty przeciwstawianiem się Bogu – „Tu stoję, nie mogę inaczej”, wołał Luter. Może zatem trudno winić biskupa Huondera, że nie widzi sprzeczności w tym, co robi? Ani papieża Bergoglio za zlecenie mu, by działał jak koń trojański w FSSPX? Ani następców Arcybiskupa Lefebvre na czele FSSPX za to, że nie rozpoznali konia trojańskiego? Może … Tylko Bóg wie wszystko tak, że Jego osąd spraw jest nieomylny. Jeśli chodzi o mnie, to nie muszę oceniać ich subiektywnych przekonań i motywów, ale jestem absolutnie zobowiązany do dokonywania obiektywnego osądu, najlepiej jak potrafię, aby samemu umrzeć nie jako protestant, ale jako katolik i w ten sposób ocalić swoją duszę.

Kyrie eleison.