Odkąd powiedziałem trzy tygodnie temu (EC 195, 9 kwietnia), że jutrzejsza „beatyfikacja” Jana Pawła II uczyni tylko z niego Neobłogosławionego Neokościoła, rozsądnie mnie zapytano, czy jestem tak zwanym „sedewakantystą”. W końcu, skoro praktycznie głoszę, że Benedykt XVI jest Neopapieżem, jakże mogę jeszcze uważać go za prawdziwego Papieża? Właściwie, uważam, że jest i Neopapieżem Kościoła soborowego i prawdziwym Papieżem Kościoła katolickiego, ponieważ oba jeszcze się całkowicie nie wykluczają, więc nie jestem tym, kogo zwie się sedewakantystą. Oto pierwsza część mojego rozumowania:
Z jednej strony uważam, że Benedykt XVI jest ważnym Papieżem, ponieważ został ważnie wybrany na Biskupa Rzymu przez parafialnych księży Rzymu, i.e. kardynałów, w konklawe z 2005, a jeśli z powodu jakiejś ukrytej wady sama elekcja nie była ważna, została uczyniona ważną (ang. „convalidated” – przyp. tłum.), jak naucza Kościół, przez to, że następnie został zaakceptowanay jako Papież przez Kościół na całym świecie. Jako takiemu, wobec Benedykta XVI mam zamiar żywić szacunek, uszanowanie i wsparcie należne Wikariuszowi Chrystusa.
Z drugiej strony w sposób oczywisty wynika ze słów i czynów Papieża, że jest „soborowym” Papieżem i głową Kościoła soborowego. Zaledwie ostatnie jasne tego dowody to jutrzejsza Neobeatyfikacja Jana Pawła II, wielkiego propagatora Soboru Watykańskiego II i wspomnienie katastrofalnego asyskiego wydarzenia Jana Pawła II z Asyżu z 1986 w nadchodzącym październiku, łamiące pierwsze przykazanie Boga w imieniu soborowego ekumenizmu człowieka. Otóż, tak, jak to przykazanie wyklucza wszystkie fałszywe religie (Powt. Prawa V, 7-9), tak Sobór Watykański II praktycznie obejmuje je ( Unitatis redintegratio , Nostra aetate ). Wobec tego, oprócz tego, że Benedykt XVI jest Wikariuszem Chrystusa, uważam, że sprzeniewierza się również swemu świętemu zadaniu utwierdzania braci w wierze (św. Łuk. XXII, 32), więc oprócz szanowania go w sposób należny Piotrowi, mam także zamiar nie iść za nim, ani mu być posłusznym (Dz. Ap. V, 29), gdy nie zachwuje się jak Piotr. To było rozróżnienie arcybiskupa Lefebvre’a.
Ale proszę zauważyć, że nawet podczas gdy zdradza – przynajmniej obiektywnie – prawdziwą religię, Benedykt XVI również trzyma się jej! Na przykład, pragnąc uniknąć, by Asyż III był oskarżany o mieszanie religii, jak Asyż I, doprowadził do tego, że publiczna procesja wszystkich religii będzie miała miejsce w ciszy. Innymi słowy, nawet gdy Benedykt XVI propaguje błąd, nie zamierza porzucić prawdy! A w tym wciąż upodabnia się do arytmetyka, który twierdzi, że 2 dodać 2 może dać 4 albo 5! Jako że pochodzi to od Papieża, jest to recepta na zamieszanie z góry do dołu Kościoła, ponieważ jeśli ktokolwiek pójdzie za Papieżem w tej „arytmetyce” 4 lub 5, będzie miał w głowie czystą sprzeczność i zamieszanie!
Ale proszę zauważyć, że Benedykt XVI jako arytmetyk absolutnie uważa, że rzeczywiście wierzy, że 2 dodać 2 to cztery. I póki jego twierdzenie jest szczere, a zaiste wygląda na szczere – sam Bóg wie na pewno – Benedykt XVI umyślnie nie neguje tego, co uznaje za zdefiniowane prawdy Wiary katolickiej. Przekonany jest raczej, jak biskup Tissier pokazuje, że „odradza” je za pomocą nowoczesnego myślenia! To jest to, co utrudnia wysunięcie oskarżenia o formalną herezję w tym przypadku, i dlatego nawet jego miłość do propagowanie 2+2=5 nie robi jeszcze osobiście ze mnie sedewakantysty.
Matko Boża, Stolico Mądrości, osłaniaj nas przed zamieszaniem!
Kyrie eleison.