Polski

PRAWDA I AUTORYTET – II

Można zgadzać się lub nie z przedstawionym dwa tygodnie temu na łamach niniejszych Komentarzy stwierdzeniem, iż na Soborze Watykańskim II (1962-1965) katolicka Prawda została oddzielona, mówiąc ogólnie, od katolickiego Autorytetu, ale jest to stanowisko, które umożliwia wyjaśnienie szerokości i głębokości bezprecedensowego zamieszania, które od tamtej pory panuje wewnątrz Kościoła katolickiego. Bowiem katolicy przywiązani do Prawdy trwają przy niej zaciekle, bo rozumieją, że jest ona istotą Kościoła katolickiego. Z kolei katolicy lojalni wobec tego, co wygląda na Autorytet, zaciekle przy nim trwają, ponieważ wiedzą, że Kościół katolicki potrzebuje koniecznie Autorytetu. Jak zwykł mawiać Arcybiskup Lefebvre, było mistrzowskim dziełem szatana, by rzucić katolików przez „posłuszeństwo” (wobec Autorytetu) w nieposłuszeństwo (wobec Prawdy). Z tej diagnozy wynikają ważne wnioski:

1. Skoro istotą katolickiej Prawdy jest to, że jest ona niezmienna, zatem to Autorytet musi wrócić do Tradycji, aby zakończył się kryzys i zamieszanie wynikające z rozłamu między Prawdą i Autorytetem. Zgodnie ze swoją prawdziwą definicją, Autorytet pochodzi tylko z góry: „Jeżeli nie istniałby Bóg, to nie byłoby żadnej przyczyny, bym był oficerem” powiedział bohater „Biesów” Fiodora Dostojewskiego. Dlatego tylko Pan Bóg może postawić papieża na nogi i przez Swoją Matkę przekazał w Fatimie, jak to zrobi, a mianowicie poprzez dokonane przez papieża w łączności z wszystkimi katolickimi biskupami świata poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. Jednak warunkiem jest, aby wystarczająco dużo katolików modliło się, by to poświęcenie zostało dokonane.

2. Tymczasem w Kościele od góry do dołu trwa nieunikniony stan nieładu, który zgodnie z przysłowiem trzeba przetrwać, skoro nie można go uleczyć. Wszechmogący Bóg nie przestał troszczyć się o swój Kościół, a posługuje się kryzysem, by strząsnąć z drzewa zgniłe owoce. On doskonale wie, co robi, zatem nie powinniśmy przestawać wierzyć Kościołowi katolickiemu, tak jak nie moglibyśmy przestać wierzyć w Bóstwo Naszego Pana, jeśli bylibyśmy gapiami na Jego Drodze Krzyżowej w Jerozolimie widzącymi, jak chwieje się on przed nami pod ciężarem krzyża. Mówiąc po ludzku, jak wiele mielibyśmy powodów, by przestać wierzyć na widok takiego okrucieństwa! Dziś, mówiąc po Bożemu, jak wiele mamy powodów, by wierzyć w przyszłość Kościoła. Przed końcem świata będzie on wstrząsany jeszcze bardziej, niż ma to miejsce dziś, ale przecież pokonanie Antychrysta będzie największym tryumfem w całej historii Kościoła.

3. Dlatego katolicy potrzebują dziś bezgranicznego zaufania w Bożą Mądrość i Wszechmoc, wbrew wszelkim pozorom. Pewnego dnia ci biedni nieszczęśnicy, którzy rządzą dziś światem i chcieliby zdobyć pełną władzę nad całym rodzajem ludzkim za pomocą szczepionek od wewnątrz i promieniowania od zewnątrz, stopnieją, jak mówi Psalmista, niczym wosk przed obliczem Boga. Stali się oni jak maszyny, które otaczają czcią. Kompletnie nie przejmują się Bogiem czy duszą wyższą od tego, co materialne, że chcieliby zaiste zamienić ludzi w roboty. A przecież, jak mówi Psalmista, Bóg śmieje się z nich. Naszym obowiązkiem jest, by oddać Panu Bogu całą cześć, miłość i chwałę, jakiej oni mu nie okazują, zaś Matce Bożej modlitwę różańcową, o którą prosi, by móc orędować u Boga prosząc o ich i nasze nawrócenie oraz zbawienie.

4. Wreszcie, pośród całej obecnej konfuzji i braku autorytetów, katolicy potrzebują takiej miłości bliźniego, zwłaszcza wobec innych katolików, która zakrywa mnóstwo naszych grzechów i przygotowuje jutro odrodzenie Kościoła. Mogę znać Prawdę, ale „ wiedza nadyma, miłość zaś buduje” , jak mówi św. Paweł. To nawet nie globaliści i banksterzy są dziś moimi prawdziwymi wrogami. Są oni wprawdzie „zwierzchnością i władzą”, „rządcami świata tych ciemności” i „pierwiastkami duchowej niegodziwości” (por. Ef 6, 11). Jednak prawdziwa wojna to wojna duchowa przeciwko upadłym aniołom. A toczy się ona przede wszystkim w każdym z nas.

Kyrie eleison.