Arcybiskupowi nie oddajemy czci,
Dziękujmy Bogu za tego wojownika!
Cóż można napisać w Komentarzach Eleison o ostatnim miażdżącym skandalu Franciszka, a mianowicie o jego motu proprio “Traditionis Custodes”, poprzez które robi wszystko, co tylko może, aby stłumić odwieczny, tradycyjny ryt łacińskiej Mszy Świętej i zapewnić, że zniknie on na zawsze? Po pierwsze i najważniejsze autor niniejszych Komentarzy pragnie oddać chwałę Panu Bogu za to, że dał nam jako wzór, który prowadzi nas przez koniec tego ogólnoświatowego kryzysu Kościoła, Arcybiskupa Marcela Lefebvre. Zakończył on swój ziemski żywot jako niby „ekskomunikowany” przez oficjalną hierarchię. Przełożeni Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, które sam założył, nie podążali wiernie za jego przykładem. Ale częścią historii pozostanie na zawsze to, co robił i mówił, a jego mądrość i trafność prognoz dotyczących przyszłości Kościoła staj się z każdym dniem coraz bardziej widoczna.
Na podstawie tego co mówił i działał, możemy wskazać, w jaki sposób zareagowałby na „Traditionis Custodes”. W pierwszej kolejności całkowicie odrzuciłby po raz kolejny fałszywą doktrynę Soboru Watykańskiego II, stanowiącą fundament Novus Ordo Missae. Doktryna ta zmierza za wszelką cenę do zniszczenia jakichkolwiek śladów starego rytu Mszy Świętej, który od 1969 roku nieustannie udowadnia, że jest niezniszczalny i obrzędy Pawła VI nie mogą z nim konkurować. Rytu trydenckiego, który będzie dalej trwać, podczas gdy nowa Msza już dawno zalegać będzie na śmietniku historii. Z drugiej strony, w obliczu tak dramatycznego problemu papieży walczących przeciwko Katolickiej Tradycji, co potwierdza przykład Franciszka i jego motu proprio, wydaje się mało prawdopodobne, że Arcybiskup ogłosiłby, że Franciszek nie jest papieżem. Przez wzgląd na strukturę Kościoła nalegałby on raczej na zachowanie respektu i kurtuazji w stosunku do pozornych papieży Soboru Watykańskiego II, pozostawiając samemu Kościołowi w spokojniejszym czasie w przyszłości oficjalne ogłoszenie, jaki status należy przyznać tym Wikariuszom Chrystusa, którzy tak mało rozumieli Katolicką Tradycję.
To wyważenie Arcybiskupa pomiędzy potępieniem doktryny posoborowych papieży, a okazywaniem szacunku urzędowi, zostało określone terminem “Recognise and Resist” [uznanie i opór] – uznanie dla urzędu i opór wobec doktryny. Jako wskazówka działania dla katolików, postawa ta spotyka się z krytyką z obu stron. Liberałowie powiedzieliby, jeśli słusznie uznajecie urząd, to nie macie prawa stawiać oporu wydawanym poleceniom. Z kolei antyliberalni „sedewakantyści” odwróciliby sprawę i powiedzieliby, jeśli słusznie odrzucanie podążanie za fałszywymi poleceniami, wówczas nie możecie nadal uznawać urzędu, który wydaje takie polecenia, tj. nie możecie jednocześnie uznawać i stawać oporu, albo jedno, albo drugie. Arcybiskup Lefebvre mówił nie: potępiam nauczanie, ale niekoniecznie nauczyciela. Papieże nienawidzący Tradycji są tajemnicą, którą w przyszłej epoce będzie chciał i mógł rozwiązać Kościół. Od tamtego czasu za stanowiskiem Arcybiskupa podążało wielu katolików. Nie ze względu na jego oficjalny autorytet, którego nie miał wiele albo i wcale, ale dlatego, że zostali oni skonfrontowani z tymi samymi problemami w Kościele i doszli do tych samych wniosków, jak on. Dlatego podążali za nim, zaś Arcybiskup stał się pionierem zachowywania równowagi i zdrowego rozsądku w czasie narastającego kryzysu Kościoła.
Co umożliwiało Arcybiskupowi Lefebvre zachowanie tej równowagi i spokoju, kiedy w następstwie Soboru tak wielu wierzących katolików albo straciło wiarę albo zwątpiło w Kościół? Niewątpliwie była to jego niezachwiana wiara w Boga i Prawdę, będących daleko ponad wszelkimi ludzkimi zmianami, wpływami, polityką czy czymkolwiek. Bóg i Prawda znajdujący się dla dobra człowieka w centrum Katolickiej Tradycji, ale przecież w żadnej mierze nie podlegający czy będący zależni od ludzi. Oto wyżyny, na których żył duchowo i z których schodził do codziennego życia, ani nie dopuszczając bezprawnych zmian w tym, co Boże, ani nie wymagając przesadnej doskonałości w tym, co ludzkie. Tymczasem liberałowie oszaleli w swym pragnieniu dostosowania jedynego Kościoła Boga do naszych bezbożnych czasów, a wstrząśnięci katolicy zaczęli wątpić w to, że Boża Opatrzność czuwa nad Kościołem.
Biedny papież Franciszek jest szaleńcem, ale Jezus Chrystus jest ze swoim Kościołem aż do końca czasów (Mt 28, 20).
Kyrie eleison.