Hipokryzja musi być coraz bardziej subtelna,
W przeciwnym razie ludzie przestaną być ślepi.
Wierszowane strofy na początku lub końcu każdego wydania niniejszych Komentarzy mają co do zasady tylko dwa wersy i muszą przekazać przesłanie, co oznacza, że czasem są tak skompresowane, że czasem są trudne do zrozumienia. Tydzień temu mieliśmy właśnie do czynienia z czymś takim. Ale skoro miały one przekazać przesłanie dotyczące istoty wielkich błędów niszczących prawdziwy Kościół Katolicki od czasów Soboru Watykańskiego II, wróćmy do tej dwuwersowej strofy, by następnie wyjaśnić ją bardziej szczegółowo. Oto ponowie ona:
Czy Trojanie winni bać się Greków przynoszących dary?
A przecież modernistom Grecy nie dorastają do pięt.
Pierwszy wers odnosi się do słynnego cytatu z drugiej księgi Eneidy Wergiliusza, który w tłumaczeniu z łaciny brzmi: Obawiam się Greków, nawet gdy niosą dary. Wojna trojańska trwała już dziesięć lat, a pomimo ogromnych wysiłków militarnych armia najeźdźców z Grecji nie była cały czas w stanie zdobyć miasta Troi. Grecy postanowili uciec się do podstępu. U bram Troi pozostawili oni wydrążonego drewnianego konia wypełnionego greckimi żołnierzami jako „dar” dla Trojan. Trojanie zastanawiają się, co zrobić z tym pięknym koniem – czy powinien on zostać wprowadzony do miasta Pewien mądry stary Trojanin mówi nie, ponieważ cokolwiek by to było, to nie można ufać Grekom. Niestety jego rada nie zostaje uwzględniona, koń zostaje wprowadzony do miasta, greccy żołnierze wychodzą z niego w nocy, Troja zostaje zdobyta poprzez zaskoczenie i Grecy zwyciężają wojnę trojańską dzięki podstępności, z której byli znani w całym starożytnym świecie. Jednak drugi wers mówi o tym, że nawet podstępność starożytnych Greków nie dorasta do pięt podstępności współczesnych modernistów przenikających aż do serca katolickiej cywilizacji i niszczących ją u samych fundamentów. Jak to możliwe?
Powiedzmy wprost: na skutek stopniowego tracenia przez ludzkość w ciągu wieków poczucia realności Boga i swojej zależności od Niego. Ten proces był przeprowadzony z premedytacją. Aby wprowadzić świat w nową epokę wielkich żniw dusz dla Królestwa Niebieskiego, Wszechmogący Bóg udzielił ludzkości największej łaski, Wcielenia Jego własnego i jedynego Boskiego Syna, który umarł na Krzyżu, by przypieczętować poprzez Jego Krew Nowe i Wieczne Przymierze, a także założył Kościół katolicki, aby umożliwić ludziom korzystanie poprzez sakramenty z owoców śmierci Odkupiciela. W ciągu półtora tysiąclecia Kościołowi udało się stworzyć cywilizację chrześcijańską, nieporównywalnie wyższą od jakiejkolwiek innej.
Ale po upływie 1500 lat ludzka pycha nie mogła już dłużej znieść Boga, ludzie stworzyli całą serię coraz bardziej subtelnych hipokryzji, aby uwolnić się od Bożej prawdy. Protestantyzm i jansenizm próbowały podszywać się pod katolicyzm, liberalizm próbował podszywać się pod chrześcijaństwo, komunizm udawał, że nie jest antyludzki, a wysiłek dla katolików żyjących w coraz bardziej i bardziej głęboko antykatolickim świecie wokół nich stawał się cięższy niż kiedykolwiek wcześniej, zwłaszcza kiedy to współczesny świat uformowany przez obłudników coraz bardziej uznawany był za „normalny”. Wreszcie ten wysiłek, na przykład związany z przyjęciem w wielkim mieście potomstwa danego przez Boga, stał się nieznośny i wówczas nadeszła najwyższa hipokryzja Soboru Watykańskiego II, post-katolików próbujących się podszywać pod katolików z pomocą usłużnych duchownych. Prawdziwy Kościół jest dziś rozsiany, aż do momentu wybranego przez Pana Boga, aby wyczyścić tę stajnię Augiasza.
Ale przecież Bóg nigdy nie opuścił swojego niezmiennego Kościoła ani dusz do niego przynależących. Żadna dusza nie powinna bać się opuszczenia przez Boga, jeśli nie chce opuścić Boga i jego rzeczywistości. Jednak Pan Bóg może chcieć od takich dusz nieco cierpienia, aby czyniły pokutę za wzbierające fale grzechu, które zalewają ludzkość. Oby tylko nie oddały się one tak powszechnej obłudzie, poprzez którą współczesnemu człowiekowi udało zwieść się samego siebie i uwierzyć, że Bóg nie istnieje. Oby tylko nie zaczęły one bardziej cenić sobie swojej rzeczywistości, od rzeczywistości Bożej…
Kyrie eleison