Na łamach niniejszych „Komentarzy” w ubiegłym tygodniu została wspomniana informacja o rekordowej liczbie 79 młodych mężczyzn, którzy w nowym roku szkolnym chcą w czterech głównych seminariach Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X zbadać, czy mają powołanie do tradycyjnego katolickiego kapłaństwa To powinna być dobra wiadomość dla całego Kościoła katolickiego, ponieważ każdy wyświęcony tradycyjny kapłan będzie źródłem tradycyjnych sakramentów, co może przynieść korzyści wszystkim katolickim duszom. Ale w rzeczywistości może to nie być aż taka dobra wiadomość, w szczególności z dwóch powodów, z których oba są wezwaniem do modlitwy, a tylko jeden z nich został wspomniany w zeszłym tygodniu.
Drugi powód nie wymaga wielkich wyjaśnień, lecz jest bardzo konkretny – to elektronika. Kiedy ks. Franciszek Schmidberger był przełożonym generalnym SSPX w latach 1982-1994, pewien świecki powiedział mu podobno kiedyś, że elektronika zniszczy jego księży. Miał na myśli oczywiście bagno pokus przeciwko świętej czystości, które są tak łatwo dostępne poprzez telewizję i Internet, a było to przecież przed wynalezieniem smartfona, który pojawił się kilka lat później. Czyż nie staje się to niemal nadludzkim wyzwaniem dla młodego mężczyzny urodzonego i wychowanego już po wynalezieniu takich urządzeń, aby nie dać się im uwieść? Oczywiście Pan Bóg i Jego Matka mogą przeprowadzić młodego chłopca lub dziewczynę przez cały labirynt kanałów ściekowych i wyprowadzić ich pachnących różami, ale biorąc pod uwagę szacunek Pana Boga dla wolnej woli, którą obdarzył każdego z nas, czyż nie możemy rozsądnie przypuszczać, że takie przypadki będą raczej wyjątkiem niż regułą? A w takim razie, ilu ze wspomnianych 79 młodych mężczyzn może nie natknąć się na tę przeszkodę na swojej drodze do kapłaństwa? Każdy jeden wierny kapłan katolicki jest wielkim darem Boga. Musimy się modlić za te wszystkie 79 powołań.
Jeśli chodzi o pierwszy powód, przedstawiony w ubiegłotygodniowym „Komentarzu”, jest on mniej oczywisty, ponieważ nie dotyczy czystości cielesnej, ale – co jest jeszcze poważniejsze – duchowej czystości wiary. Pewien Czytelnik zasugerował, że dzisiejszy tzw. „Katolicki Ruch Oporu” mógłby odnieść większy sukces w przyciąganiu powołań (jak te 79). gdyby był właściwie zorganizowany, co jest o wiele bardziej zwyczajne dla wspólnot katolickich, jak np. cztery główne seminaria FSSPX. W zeszłym tygodniu niniejsze „Komentarze” zaczęły odpowiadać, że dziś nienormalny nacisk na strukturę może odciągnąć uwagę od tego, co jest ważniejsze, a mianowicie od katolickiej Wiary i że można się obawiać, że to właśnie dzieje się w czterech wymienionych seminariach. Oto dwie odrębne kwestie, z których druga zostanie omówiona na łamach „Komentarzy” w przyszłym tygodniu.
W zeszłym tygodniu zostało stwierdzone, że istota dzisiejszego kryzysu Kościoła polega na dokonanym przez Vaticanum II oddzieleniu Katolickiego Autorytetu od Katolickiej Prawdy, kiedy to najwyższe władze Kościoła zgromadzone na soborze oficjalnie porzuciły Tradycję Kościoła na rzecz „kościelnej” modernizacji. Oznaczało to, że od tego momentu katolicy musieli wybierać: albo trzymać się Autorytetu, będąc „posłusznym” modernistom i porzucając Tradycję, albo trzymać się Prawdy i przeciwstawiać się mniej lub bardziej pozornym „autorytetom” kościelnym. Albo też mogą wybrać jedną z kilku możliwych kombinacji części Prawdy i części Autorytetu w dowolnym miejscu pomiędzy tymi dwoma biegunami.
Jeśli chodzi o Arcybiskupa Lefebvre, to jego wyborem był jak największy szacunek dla Autorytetu w Rzymie, jaki byłby możliwy do pogodzenia z trwaniem przy Tradycji (bo Prawda katolicka może być jedynie zgodna z Tradycją). Ale kiedy w 1988 roku władze rzymskie przyparły go do muru przez swoją jasną odmowę troski o Tradycję, wtedy dla niego doktryna (Prawda) wzięła górę nad dyplomacją (wobec Autorytetu, ostatecznie pozbawionego prawdy). I tak przeciwstawił się Rzymianom, konsekrując czterech biskupów, w ramach tzw. „Operacji Przetrwanie”, zamiast okazywać „posłuszeństwo” Władzy, która utraciła Prawdę, co stanowiłoby przecież „Operację Samobójstwo”. „Operacja Przetrwanie” zapewniła jego Bractwu jeszcze ponad dwie dekady prymatu doktryny (Prawdy), ale potem, dążąc do uzyskania oficjalnej aprobaty dla Bractwa, jego następcy zamienili je w Neo-Bractwo, przedkładając Autorytet (uznanie przez Rzym) nad Prawdę (obronę Wiary). Zrezygnowali z serca i duszy Arcybiskupa – heroicznej obrony tej Prawdy, która jest sercem i duszą Kościoła. Ich Neo-Bractwo może być bardziej popularne i wygodniejsze, ale nie tworzy już ono materiału na męczenników.
Kyrie eleison